Translate

piątek, 20 grudnia 2013

uffff.... :))

nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło...

   Po przeprowadzeniu kilku sond, wprowadzaniu wielu litrów płynów i oleju parafinowego, nieprzespanych nocach, licznych kontrolach, moich odwiedzinach i wsparciu duchowym, siwensik mój ukochany odniósł zwycieztwo nad kolką. Jej sta był bardzo poważny ;/ ale na szczęcie udało się!!! A Rytmiś wraca jutro do domku z kliniki weterynaryjnej :)

Siw w klinikowej stajni- jakość telefonicznie powalająca, a modelka niezwykle wiercąca xD

Tu już wersja pozująca :D (foto chyba z ostatniej zimy)

   Po ciękich dniach zaczynam wracać do normy. Myślałam że to nocki są najgorsze, ale okazało się coś gorszego ;/ cieszę się że kopycinka moja wyszłą z tego cało, wreszcie wracam do normalności i spokojnych, przesypianych nocy. Może nie całych, bo chodząc na 6 do pracy po 4 muszę wstać, ale nie jest źle, wiedząc, że takimi czynami można wiele zrobić dobrego dla swoich podopiecznych :)

A z mojego życia prywanego, odwiedziny w miejskiej zaliczone, w styczniu KWP należy odwiedzić i zaczynać rekruta :) Kto wie, może się wszystko powiedzie jakoś =D Dobrze by było, bo mamy poważne plany z moim skarbem :)


Trzymajcie się :)

4 komentarze:

  1. uff..., cieszę się, że z Siwensem już wszytsko ok :) nawet nie napisałaś, że coś się dzieje, oj Ty moja przyszła policjantko :D

    OdpowiedzUsuń
  2. to wszystko tak szybko się działo, że sama nie wiedziałam co i jak ;/ w niedzielę wstaliśmy z Marcinem coś przed 13 (tak się złożyło, że w sob razem nocki mieliśmy) i konie biegały jak szalone, to oddzieliłam młodego od siwej i za jakieś pół godz widzę jak ona się kładzie i leży, tak dziwnie ;/ zadzwoniłam po konnych znajomych, okazało sie że konieczna jest pomoc weterynaryjna, więc wieczorem przyjechała kobitka z warszawskiego służewca, od niedawna działa w naszych okolicach i płukała jej żołądek, robiła sondę, wiele zastrzyków dożylnie, polała się krew... no masakra ;/ siwa miała poważną kolkę, w kilka godzin opadła z sił i nie chciała się podnosić tylko leżała :( wyglądało to strasznie ;/ szczególnie wtedy jak czekaliśmy na jej przyjazd a ona wręcz rzucała się z bólu bo tarzaniem togo bym nie nazwała ;/ całą noc czuwałam nad nią, w ogóle nie spałam :( rano okazało się że musi do nich trafić, jelita jej nie pracowały, wyglądała jak jeden wielki balon ;/ trwało to 2 dni, we wt jej stan poprawił się i tak z dnia na dzień lepiej, dziś już by była w domu ale miała jeszcze tarnikowane zęby i wraca jutro :) takie streszczenie tego co się działo..

    OdpowiedzUsuń
  3. ps. a co do policji- zobaczymy co przyniesie los :P

    OdpowiedzUsuń
  4. wow, to nieźle, dobrze, że tak szybko zareagowaliście :) i że w ogóle w domu byliście. Biedna Rytmiś :(

    OdpowiedzUsuń